Dobra, reaktywowałem bloga. Wkrótce coś wrzucę wreszcie. Będą linki do dobrych darmoszek, post o piłce ręcznej i trochę mini-recek muzycznych.
Miłego dnia!

Read More

Miszcz






Read More

Świetny pomysł. Sam fotografuję swoją mordę “z ręki” w różnych okolicznościach przyrody, ale po pierwsze ani to oryginalne, ani ładnie wykonane – w przeciwieństwie do autorki tych oto foteczek.
BTW. Chyba ze dwa zdjęcia pochodzą z jednej z miejscowości z tzw. Cinque Terre (Włochy), polecam – to jeden z piękniejszych skrawków tego łezpadołu.


+ inne ze strony Jacinty

Read More

Jako, że starzeję się i coraz częściej myślę o założeniu rodziny, możliwe, że tegoroczny Off był moim ostatnim na parę lat. Miałem zatem spore oczekiwania i w sumie było naprawdę fajnie. W przeciwieństwie do lat poprzednich, to duża scena dostarczyła mi najwięcej uciech, a eksperymentalna mocno rozczarowała. W piątek fenomenalnie wypadł Charles Bradley z Extraordinaries. Nie jestem ekspertem od czarnej muzyki, i pewnie zgodziłbym się z ironicznymi recenzjami kilku znajomych, jakoby sceniczny image Bradleya był nieco ckliwy i momentami przerysowany, ale z drugiej strony ten gig był tak mocno naładowany szczerymi emocjami, że kupiłem go w całości (poza tym ostatnio jestem po prostu zachwycony revivalem soul’u i odkrywam też sporo staroci),. I chyba pierwszy raz w życiu chciałem przytulić wokalistę po koncercie. W sobotę nie zawiodłem się na Pissed Jeans, chociaż widziałem tylko pół koncertu (pierwszą część poświęciłem na BNNT przed bramą główną). Nieźle wypadli też The Stooges (nawet nie wiedziałem, że gra z nimi Mike Watt!!), ale w trakcie ich gigu dogorywałem. W niedzielę zachwycili mnie Battles i Swans. Kapela Giry zagrała przytłaczający gig. Ok, pomysł na tę muzykę nie jest może przesadnie skomplikowany – budowanie gęstej i bardzo głośnej ściany dźwięku. Ale w tamtym miejscu i czasie zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Nieuczciwie byłoby pominąć naprawdę świetne w moim skromnym mniemaniu koncerty Łony, Kristen (niestety spóźniłem się paręnaście minut – tyle zajęło straży wiejskiej wypisywanie mandatu za picie browara w tzw. miejscu publicznym), Papa M (kapitalne wyciszenie przed wieczornym uderzeniem), Band of Endless Noise.
Jeśli mowa o scenie eksperymentalnej to przyłączam się do grona narzekających na nagłośnienie w tym miejscu. Jeśli nie stało się najdalej 20 metrów od sceny to niewiele było słychać (wyjątkiem, z tego co widziałem/słyszałem był tylko Pissed Jeans). Dlatego po paru minutach nieskutecznego przepychania się bliżej odpuściłem sobie m.in. Trzaskę, Anbb (parę chwil wystarczyło – to nie jest rzecz dla mnie anno domini 2012 – parę lat temu może bym to łyknął), Kim Gordon/Ikue Mori i (czego żałuję najbardziej) Henry’ego Rollinsa. Stojąc tuż za namiotem nie było po prostu słychać co Henryk opowiada.

Generalnie mam problem z czytaniem publikowanych jak grzyby po deszczu na różnych portalach recenzji Offa. Każdy redaktor wie jak było, a  i tak większość ma odrębne zdanie. Ok, wielu z piszących było na Primaverze, więc mają wiedzę i sporo widzieli (chociaż np. znam Andżelikę Kaczorowską i wiem, że to bardzo mądra dziewczyna (i zdaje mi się być wyjątkiem w całej tej rozhajpowanej blogo-portalosferze muzycznej) i zna na pewno więcej muzyki ode mnie, m.in. dlatego, że ja po prostu nie mam ochoty słuchać już muzyki, która mnie kompletnie nie jara – przykładem ANBB na żywo). Na cholerę opinia jednego z nich, że “Battles bez Braxtona popadają w nudę”. Myślę zgoła inaczej. Rozumiem, że portale muszą zdać swoje relacje z tego dosyć istotnego momentu w roku, ale czy naprawdę jest to komuś potrzebne? Ok – rozumiem istotę opiniotwórczości. Mam tylko nadzieję, że każdy tak naprawdę sam wyrabia sobie opinię i potrafi być krytyczny, nawet jeśli ocenia konkretny gig bazując na własnej, nieważne czy kulawej czy nie wiedzy i doświadczeniu.

Aha i na koniec. Zastanawia mnie ile jeszcze wywiadów z Wielkim Arturem będzie przeprowadzanych na kolanach. Ok – dzięki Ci Artur za ściągnięcie tych kilku wspaniałych kapel (chociaż Battles, Bradley czy Swans i bez Artura do Polski przyjeżdżali) i dzięki, że ochrona zachowywała się w porządku, bo dzięki temu można było wnieść wódkę za 20zł zamiast kupowania kilku piw po 8zł sztuka. Natomiast oszczędzanie na kateringu dla polskich muzyków i wydawanie im darmowych karnetów jedynie na dzień, w którym występowali jest po prostu żałosne. Liczę, że jakiś redaktor wreszcie Artura o to zagai.

Dobra, zamknijmy już ten temat. Parę ciekawych płytek dostało się w me łapy.
Poleca się nowy Plum – “Emergence”. Byłem trochę zawiedziony po pierwszym odsłuchu, ale potem doskonale “Emergence” wszedł mi podczas jazdy autem i zostałem kupiony. Kapitalnie wypadają “The Wrong Man” czy “Trust me”. Nadal najbardziej lubię Plum z czasów “Witness of Your Fall”, dziś chłopaki grają nieco lżej, za to bardziej kombinują. Fajna to rzecz.

Na Offie nabyłem debiutanckie cd BNNT, miksowane przez Weasela Waltera. Świetnie wydany album, za to brzmieniowo trochę mnie rozczarowuje – na moje ucho jest zbyt dopieszczony. Esencją BNNT wciąż są występy live.
Przedpremierowo posłuchałem też (zachęcony świetnym gigiem na Offie) “The Seer” Swansów. Świetna rzecz i niemęcząca – co ważne jeśli mowa jest o płytach trwających prawie 2 godziny. I wg mnie to faktycznie najlepszy album M.Giry. Preorder już dokonany.
Ze starszych nowości, o których zapomniałem napisać: Wysoki poziom trzyma Chicago Underground Duo (“Age of energy”). Ów materiał Taylor i Mazurek nagrywali live. Ciekawe, że jest tu cała masa elektroniki. Wspaniała rzecz, dla mnie top tego roku. Bardzo przyjemnie wypadł też nowy, trzeci album Chain & The Gang – “In cool blood”. Zero zaskoczenia, za to jak zwykle dostaję z miejsca banana na ryju. Svenonious jest moim idolem. Po paru latach milczenia nową płytę wydał też Trapist (“The Golden Years”, Staubgold). Wyciszona, oszczędna, i niekiedy rzewna muzyka. Ciekaw jestem jak wypadnie nowy album Radiana (o ile powstanie) po transferze Martina Siewerta, teraz on i Brandlamayr grają wspólnie w Trapist (oprócz nich jest tu jeszcze Joe Williamson na basie). Sprawdzałem też ostatnio dwie płyty Gustafssona. I zarówno The Thing z Neneh Cherry ( “Cherry Thing”, cóż za przedziwna kolaboracja), jak i Fire z Orenem Ambarchi to świetne krążki, przechodzące bez echa w PL. I na koniec polecam rozrywkowy album - “What Is The Meaning Of What” grupy Turing Machine – zarówno dla fanów Krautrocka, jak i jarających się LCD Soundsystem czy niektórymi rzeczami z Dischord i French Kiss (tam zresztą Turing Machine się wydali).

Read More

Kolejne darmówki, tym razem slab serif  i sans serif. Oczywiście z polskimi znakami.
Jak znajdę więcej niż 5 minut to napiszę o Offie i kilku fajowych nowych płytach, które dostały się w me łapska.


Read More

Trochę przypadkiem trafiłem na bardzo sympatycznego fonta, z polskimi znakami – wszak to dzieło Polki Anny Giedryś. Dzięki Ci Aniu za tego pięknego foncika.
Pociągnięcie go stąd.

Read More

Ile można używać Helvetiki czy DIN’a?
Piękny bezszeryfowiec za darmoszke.

null

Read More

Rispekcik.

Read More

Tym razem dzielę się znaleziskiem od Etama. Kilka kapitalnych zdjęć Leaha Gordona, dokumentujących maskaradę w Haiti. Niesamowite.




Read More

Aśka ze Świętej Dwójcy podesłała lineczka do zdolnego grafola. Sprawdźcie sami.




Read More